Zimowe zajęcia pszczelarzy


Kiedy zima mrozem trzaska, żywina zagrzebuje się w słomę, a borsuk w jamie pochrapuje... Zaraz, to chyba nie w tym roku. Na razie doświadczamy zimy w stylu śródziemnomorskim, gdzie temperaturę zaledwie leciutko poniżej zera uważa się już za MRRRRÓÓÓÓUUZZZSSS...

A co robiliśmy od miodobrania do końca roku?

Pszczoły szykują się do zimy

W zasadzie niewiele. To pszczoły miały sporo roboty. Musiały sobie nazbierać zapasu jedzenia. Składa się on z grubsza z tego samego, co pożywienie człowieka: cukrów, białek i tłuszczów. Z taką różnicą, że pszczoły tłuszcz w przeważającej większości wytwarzają sobie same (z tego samego co ludzie, czyli z cukru) we własnych ciałach i przechowują w specjalnych komókach (zgadnijcie: tłuszczowych!). Pokolenia, których zadaniem jest przetrwać zimę i ochronić w tym czasie matkę - królową roju - posiadają odpowiedniej wielkości ciało tłuszczowe, dzięki któremu zdołają przeżyć długie okresy głodu.

Wrześniowy widok na pasieczysko

A ten dotknie ich niechybnie, ale dotyczyć będzie przede wszystkim trzeciego składnika pożywienia, czyli białek. Te pszczoły pozyskują z pyłku kwiatowego, co czyni go chyba najważniejszym surowcem ściąganym przez robotnice do ula. Zimowy zapas białka nazywa się pierzgą i powstaje podobnie do kapusty kiszonej: obnóża pyłkowe, czyli nasycone śliną kuleczki zostają wciśnięte w komórki plastra, dobrze ubite i zamknięte warstewką miodu. Pod tą aseptyczną pokrywą pyłek sobie kiśnie dzięki błogosławionemu działaniu mniej więcej tych samych bakterii, które pomagają ludzkiemu przemysłowi mleczarskiemu wytwarzać jogurty i kefiry przeróżne, wyborne. Dzięki niemu, kiedy pogoda się poprawi, pszczoły będą mogły wykarmić nowe pokolenia robotnic, które uruchomią ulowy interes z wiosennym rozmachem.

Nie mniej ważnym zapasem zimowym są węglowodany, czyli znany nam wszystkim miód. Jest to paliwo pszczelego ciała, dzięki któremu robotnice mogą wewnątrz zimowego kłębu utrzymać temperaturę ponad 22 stopnie Celsjusza. Tego zapasu potrzebują zatem naprawdę dużo. Pszczelarz zatem jesienią zwykle interweniuje i podaje im zastępczy produkt w postaci syropu cukrowego lub tak zwanego inwertu.

Karmienie P16

Pszczoły traktują to jak nektar i przetwarzają w miód. Oczywiście nie jest to ten sam miód, który pszczelarze sprzedają swoim klientom. Tamten pochodzi z nektaru kwiatowego. Ale skoro się pszczołom coś zabrało, to coś trzeba dać w zamian. Czyli karmienie.

Przegra Jarkowych

Po karmieniu pozostaje tylko ogarnąć spojrzeniem pasieczyska i pozostawić pszczoły w spokoju. Nie możemy im bardziej pomóc, muszą same sobie poradzić z układaniem gniazda na zimę, z walką z chorobami, z podanymi przez pszczelarza substancjami, które mają ponoć pomóc w walce z chorobami, z organizacją zapasów zimowych... Huk pracy. Ale i tak pozostawiamy pszczoły samymi sobie na co najmniej miesiąc.

Ule jesienne Y00 Robert

W listopadzie trzeba znowu zajrzeć na pasieczyska i sprawdzić, czy w ulach nie zechciały zagnieździć się myszy, czy zwierzęta nie poprzewracały pszczelich domów...

Myszy w dadanie Y04 Dobiesz

Po listopadzie nadchodzi grudzień. Tradycyjnie razem z nim powinna przyjść zima, ale tym razem nie przyszła. Za wyjątkiem pojedynczych dni z przymrozkami, ciągle ciepło (za to za Oceanem zima stulecia!).

Ule jesienne tamże

Rodziny pszczele w lekkich kłębach wyglądają na razie na większe niż w rzeczywistości. Pszczelarze, podobnie do pszczół, nie zapadają w sen zimowy, tylko zajmują się odpowiednimi do pory roku zajęciami:

  • dyskutowaniem w ulubionych miejscach (fora internetowe, spotkania pszczelarskie)
  • wyrabianiem sprzętu na przyszły sezon
  • wytapianiem wosku
  • planowaniem przyszłego sezonu

Co z tego wyniknie, przekonamy się już za kilka miesięcy.

Kłąb zimowy buchwastów Y04Dobiesz

Relację przednoworoczną kończę smutnym akcentem. Pszczelarze nie lubią opowiadać takich rzeczy, ale ktoś musi, bo niewiedza jest najgorszą z chorób społecznych. Tuż przed Wigilią na jednym z naszych pasieczysk pojawili się złodzieje i okradli pszczoły z zapasu zimowego miodu. Zabili przy okazji, przez rozbiórkę i porzucenie w błocie korpusów uli, siedem rodzin pszczelich. Niestety, nie można było nic z tym zrobić, przestępstwo odkrył jeden z sąsiadów, kiedy wybrał się na świąteczny spacer do lasu. Policja nie daje dużych nadziei na złapanie złoczyńców. Tak czy siak martwych pszczół to by nie wskrzesiło.

Pamiętajmy, że być może gdzieś w pobliskich krzakach stoją ule, w których mieszkają zapylacze, dzięki którym nasze jabłonie i krzaki porzeczek dają co roku plon. Kiedy opadną liście, łatwiej dostrzec skrzynki z daszkami. Choć zapas zimowy decyduje o zdolności przetrwania rodziny pszczelej, najwyraźniej złodziei to nie powstrzyma. Zerkajmy zatem przechodząc, czy aby wszystko z ulami w porządku, czy stoją, jak stały, czy nie walają się w pobliżu ich części. Czasem szybka reakcja może uratować niektóre silniejsze rodziny pszczele. Pszczelarz już wie, jak to zrobić.

Złodzieje zabili 7 rodzin

Zdewastowane pasieczysko Baza

Oby przyszły rok był lepszy od poprzedniego!

Autor: @Krzysztof Smirnow kategoria: