Pierwsze poszerzanie


Wydarzenia nie stały w miejscu, tylko pędziły. Po weekendowych upojnych wieczorach spędzonych na zbijaniu, drutowaniu i opatrywaniu węzą ramek, przyszła pora na włożenie tych ramek do uli. Fachowo to nazywa się poszerzaniem, choć czasem polega na dołożeniu czegoś ponad głowami pszczół.

Poszerza się nie rodziny, tylko ich przestrzeń życiową. W ten sposób ich dom, czyli ul, staje się większy i mają one więcej ramek do zabudowania. Czyli mają co robić. Tradycyjnie poszerzanie robi się w taki sposób, że najpierw ocenia się siłę rodziny, a potem decyduje, ile ramek się jej dołoży.

Rozpoznanie siły rodzin po ruchu na wylotkach znalazło potwierdzenie w późniejszym poszerzaniu - te z mniejszym ruchem miały mniejsze rodziny i nie zostały poszerzone w górę. Tylko im wymieniliśmy zatwory (bo tam były na miejscu jednej ramki zatwory - czyli rodziny miały w większości do dyspozycji 8 ramek, a nie 9) na ramkę z węzą.


Tu krótkie szkolenie, czyli słowniczek:

  • węza to płat z wosku z odciśniętym z obu stron wzorem komórek. W połowie XIX wieku pewien facet o nazwisku Mehring odkrył, że pszczoły bardzo chętnie nie tylko budują nowe plastry, ale też odbudowują stare i zniszczone - i na tym instynkcie opiera się cały pomysł. Przez przeszło 150 lat zastosowanie węzy tak się utrwaliło w pszczelarstwie, że wielu dziś wierzy, że bez niej pszczoły by sobie nie poradziły - wyobraźcie sobie.
  • susz to w skrócie plaster na ramce. Inaczej ramka z woszczyną. Mniej więcej wtedy, gdy Mehring wynalazł węzę, major Hruszka wynalazł miodarkę czyli wirówkę do miodu: od tej pory można było podawać pszczołom raz już przez nie zbudowane plastry - więcej pszczół w ten sposób miało zbierać miód, a mniej zajmować się budową nowych. Prawdopodobnie pomysł ten się sprawdził. A przy okazji wzrosła zachorowalność rodzin pszczelich na zgnilec - jedyną chorobę pszczół ściganą w Polsce z urzędu.
  • zatwór to w dzisiejszym rozumieniu taki wypełniacz ula (pojęcie to znaczyło coś zupełnie innego w czasach bartnictwa). Znowu kiedyś tam ludzie zaczęli ule przyrównywać do własnych domów, a swoje pojęcie wygody przenosić na pszczoły. Stąd pomysł, by puste przestrzenie wypełnić czymś termoizolującym, aby zmniejszyć kubaturę do ogrzania, a zwiększyć zaizolowanie. Czy to ma jakiś sens, dyskusja wciąż nie ustaje. Pewnie dlatego, że większość pszczelarzy ma w głębokim poważaniu mądre nauki wyniesione ze szkoły - praktyka pszczelarska niejednokrotnie dowodzi, że to czas stracony.
  • beleczki to patyczek szerokości ok. 1 cm, który wtyka się pomiędzy górne beleczki ramek. W ten sposób można zamknąć ul od góry tworząc coś w rodzaju sufitu.
  • powałka to coś, co pszczelarz używa, kiedy już więcej nie chce używać beleczek. Czyli cokolwiek, co utworzy sufit. Może to być płat folii, stary dywan, kawałek płyty OSB... Gotowe powałki można kupić w sklepie pszczelarskim, ale można je także sporządzić z dostępnych pod ręką materiałów. Czy to się sprawdzi - pszczoły nie omieszkają pszczelarza zawiadomić.

Znowu te ule...


Przy wyjmowaniu zatworka usuwaliśmy beleczki począwszy od lewej i prawej skrajnej. Robiliśmy to do momentu, kiedy pojawiła się uliczka z dużą ilością pszczoły. Przy słabych rodzinach (poniżej 7 ramek czyli 8 uliczek) robiliśmy jak wyżej i natychmiast zamykaliśmy beleczkami przestrzeń.

Na pasieczysku spędziliśmy 5 godzin pracując prawie bez przerwy. Średnio wyszło po 11 minut na ul. A większość czasu zajmowaliśmy się wyjmowaniem beleczek i wkładaniem ich na powrót pomiędzy górne beleczki ramek.

Czyli podsumowując:

  1. Mamy 10 rodzin słabszych.
  2. I prawdopodobny bezmatek pracujący nad nową matką - dość silny liczebnie i zasobny w czerw zasklepiony. Dołożyliśmy mu czerw otwarty.
  3. Mamy 17 rodzin silniejszych.
  4. Co jest fajne w pszczelarstwie? Praca na świeżym powietrzu - ale tylko przy ładnej pogodzie!
Autor: @Krzysztof Smirnow kategoria: